Korespondencja z Brazylii

24 Listopada 1925

Chcielibyśmy przeprosić za tak długi czas odpowiedzi, byliśmy równie niecierpliwi odpowiedzi pułkownika. Rozumiemy w pełni pani obawy i cały czas o pani pamiętamy. Odezwalibyśmy się wcześniej, ale do tej pory sami niewiele wiedzieliśmy. Tak czy inaczej, mam przyjemność powiadomić panią, że pułkownik ma się świetnie. Wysłał nam długi raport z datą 20 maja, opisując swoje znaleziska; jeżeli jego obliczenia się zgadzają, to powinien już być u swojego celu. W swojej korespondencji wspomniał „(…) Spodziewam się, że nawiążemy kontakt z dawnymi cywilizacjami za niecały miesiąc, a do celu powinniśmy dotrzeć w Sierpniu. Nasze losy pozostawiam w rękach bogów!” Oznacza to więc, że pozostaje nam jedynie czekać na kolejne wiadomości o jego sukcesie. Wynagrodzić ten okres zmartwień powinien pani załączony list z datą 29 maja, który został zaadresowany do pani! Mam nadzieję, że to pozwoli pani odetchnąć.

Z poważaniem,
Rada Royal Geographical Society

„Droga Nino,

Podjęta próba napisania tej wiadomości jest nadzwyczaj trudna, a to wszystko za sprawą legionów much, które atakują nas od świtu do zmroku — a czasami nawet w środku nocy! Najgorsze są te malutkie, mniejsze od główki szpilki, praktycznie niewidzialne a zacinają gorzej niż komary. Chmury nigdy nie opuszczają nieba. Miliony pszczół powiększają tę plagę, no i są jeszcze inne owady, które wiecznie nas kują i pełzając po dłoniach. Siatki na głowę nie są w stanie ich powstrzymać, a jeżeli chodzi o zabezpieczenia przed komarami, to przelatują one przez nie bez żadnego kłopotu! Jest to naprawdę uporczywe.

Mam nadzieję, że przedostaniemy się przez ten region w ciągu najbliższych dni, rozbiliśmy tutaj obóz tymczasowo, czekając, aż powrócą nasi pomocnicy, który również się niecierpliwią momentu powrotu, też mają tego serdecznie dość — trudno im się dziwić. Podążamy w towarzystwie ośmiu zwierząt — trzy osiodłane osły, cztery służące do przewozu oraz matka chrzestna, czyli liderka stada, odpowiedzialna za trzymanie stada w kupie i kierowanie nimi. Jack czuje się świetnie, jest sprawny i rośnie w siłę każdego dnia, pomimo faktu, że też cierpi przez te insekty.

Jeżeli o mnie chodzi, to pogryzły mnie kleszcze, oraz piumy, tak mówią na te małe muszki, które oblegają ludzkie ciało. Martwię się o Raleigha. Jedną nogę ma zabandażowaną, a mimo to nie chce zawrócić. Na razie mamy wystarczającą ilość jedzenia i nie musimy iść na pieszo, ale nie jestem w stanie przewidzieć, jak długo utrzyma się taki stan rzeczy. Może być coraz mniej pożywienia dla zwierząt, im dalej zajdziemy. Nie łudzę się, że lepiej zniosę tę podróż od Jacka i Raleigha — moje lata dają się we znaki, chociaż próbuję nadrobić moim entuzjazmem — wiesz jednak, że musiałem się tego podjąć.

Z moich obliczeń wynika, że nawiążemy kontakt z Indianami w ciągu tygodnia, być może i krócej, skąd powinniśmy dotrzeć do wodospadu, o którym nie raz rozmawialiśmy.

Jesteśmy przy Dead Horse Camp, szerokości geograficznej 110 43’S i 540 35’W. W tym miejscu zdechł mój koń w roku 1920. Pozostały w tym miejscu jedynie jego białe kości. Mamy możliwość kąpieli w tym miejscu, jednak owady w tym miejscu sprawiają, że nawet to musimy robić w pośpiechu. Tak czy inaczej, pora roku jest świetna, w nocy jest bardzo zimno i czuć ten powiew świeżości o poranku, jednak w ciągu dnia nasila się zarówno temperatura, jak i atak owadów, z tego względu aż do samego wieczoru nastroje w obozie są nędzne aż do samego wieczoru.

Nie musisz się obawiać żadnej porażki ….”

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.