Przybyliśmy na miejsce

W końcu jesteśmy na miejscu, po długiej podróży przez ocean, podczas której każdy członek załogi miał obawy, cieszę się, że w końcu możemy rozprostować nogi na stałym lądzie. W pewnym momencie nie mogłem wytrzymać już napięcia i to pomimo tego, że powtarzałem im aby się nie martwili naszą kampanią. Wytłumaczyłem im, czego dowiedziałem się w bazie na temat nowych terenów, które niedługo będziemy eksplorować. Naprawdę nie ma czym się martwić, z moją ekspertyzą weterana, przerabiałem takie rzeczy już nieraz. Tak więc ani przerażające świątynie, ani nawet piramidy, mnie nie powstrzymają.

Cieszę się, że mimo wszystko, opuszczamy statek z pozytywnym nastawieniem, a to wszystko, dzięki temu przeklętemu dziennikarzowi Romero. Mimo wszystko wykazał się pomysłem na wspólny dziennik, który zgodziliśmy się wszyscy uzupełniać. Nie mamy pewności, co spotkamy na tej złowrogiej ziemi, tak więc lepiej jest notować wszystko, co widzimy i przeżywamy. Kto wie, może zaginiemy bez śladu tak jak Fawcett, więc lepiej na wszelki wypadek mieć coś, co pozostawimy po sobie dla innych, którzy podążą naszymi śladami. To był naprawdę wspaniały pomysł i cieszę się, że Mike powiedział o nim głośno, kto wie, może nie wszyscy dziennikarze są bezużyteczni.

Mając to na uwadze, czas zdecydować, kto pójdzie przodem i którzy członkowie będą najlepiej ze sobą współpracować w grupach. Nie mamy dużo czasu, to jest pewne, więc dobrze by było wykorzystać każdą chwilę. Na pewno musimy znaleźć też jakiś sposób, aby zabrać ten cały Ekwipunek, który dostaliśmy tuż przed wyruszeniem w podróż, musimy pomyśleć jak go przemieszczać w dżungli. To może być trudne, ale na pewno nie jest to niemożliwe. Tak czy inaczej, przybyliśmy, jesteśmy na miejscu, nie traćmy ani sekundy dłużej…

Roger Kimbsy — Oficer

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.