Wspomnienie wejścia do dżungli

27 Lutego 1925

Wszystko wydaje się takie znajome, czuje się niemalże nostalgicznie, a przecież to tylko pięć lat — te drzewa, to powietrze, nawet ci ludzie w mieście. Mógłbym zamknąć oczy i wyobrazić sobie każde z tych miejsc, a jednak to właśnie myśl o wejściu do dżungli napełnia mnie ekscytacją. Już nie mogę się doczekać, gdy wkroczymy w głąb. Dwa dni temu opuściliśmy Corumbá i już niedługo powinniśmy trafić do Cuiabá. Zbliżamy się powoli, chociaż podróż się przeciąga w nieskończoność, jak zawsze.

Mam jedynie nadzieję, że Rimmel się uspokoi i zapanuje nad swoimi emocjami. Chciałbym uniknąć sytuacji takich jak ta, która miała miejsce na przystani w Rio de Janeiro. Nic nowego, ludzie mają w nawyku, a w szczególności Amerykanie, patrzeć na innych z pogardą. Jednak takie nastawienie może być niebezpieczne, gdy będziemy rozmawiać z różnymi plemionami w dżungli. Dobrze, że Jack przejął inicjatywę i uspokoił całą sytuację, jednak jeżeli to możliwe, to wolałbym ich unikać.

Zapomniałem już, jak uciążliwe były dla mnie komary i robaki za pierwszym razem, gdy tutaj trafiłem. Widok moich kompanów, cierpiących przez nie, przypomniał mi o pierwszej wyprawie. To jedyna rzecz, na jaką nie potrafiłem ich w pełni przygotować. Nie ważne, jak wiele razy bym nie powtarzał, istnieje ogromna różnica pomiędzy zrozumieniem a doświadczeniem czegoś. Jeszcze nie zapuściliśmy się zbyt głęboko, a oni już narzekają, jednak za tydzień albo dwa, powinni się przyzwyczaić.

Pomimo wszystko, tęskniłem za tym, tak samo, jak za innymi realnymi zagrożeniami takich przygód. Stawiałem czoła wielu problemom, spotkałem wielu ludzi, oraz walczyłem z niejedną dziką zwierzyną. Nie zważając na przelaną krew i uronione łzy, czuje się jak w domu, nawet jeśli ten dom jest do mnie wrogo nastawiony. Gdy tylko dotrzemy do Cuiabá, ruszamy w stronę wejścia do dżungli. Od tego momentu nie będzie powrotu. Zamykam oczy i widzę to przed oczami — to będzie prawdziwe piekło na ziemi — już nie mogę się doczekać.